NowaFalaDobre wiadomości to też wiadomości

Gatunki · Polska

Osiem dropi wykluło się w Żółwinie z 10 jaj — pierwszy lęg tego gatunku w Polsce od 1986 roku

Autor Redakcja Nowa Fala··Przyroda

Dorosły drop zwyczajny stojący na rozległej, suchej łące wczesną wiosną.
Drop zwyczajny na łąkach Havelländisches Luch w Brandenburgii — w tym regionie żyje populacja, z której pochodzą jaja przekazane polskiej stacji. Zdjęcie ilustracyjne — nie pochodzi ze Stacji Hodowli Dropia w Żółwinie. Foto: Christian Albinus / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)

W Stacji Hodowli Dropia Polskiego Związku Łowieckiego w Żółwinie w województwie lubuskim wykluło się osiem dropi zwyczajnych (Otis tarda) — z 10 jaj sprowadzonych z Brandenburgii, co daje 80-procentowy sukces lęgowy. To pierwszy lęg tego gatunku w Polsce od 1986 r., a więc po czterdziestu latach. Jaja dotarły do stacji 2 czerwca 2026 r., pierwsze pisklę zaczęło się kluć 10 czerwca, a kolejne przychodziły na świat przez blisko trzy tygodnie.

Skąd wzięło się osiem piskląt i kto się nimi opiekuje?

Dziesięć jaj pochodziło ze środowiska naturalnego w Brandenburgii i zostało przekazane polskiej stacji przez ośrodek w Buckow, prowadzony przez Förderverein Großtrappenschutz e.V. — największą w Europie placówkę badawczo-hodowlaną tego gatunku, działającą od ponad trzydziestu lat. Osiem piskląt, które się wykluło, rozwija się prawidłowo. Codzienną opiekę sprawują dwie ornitolożki po kilkumiesięcznym stażu w Buckow; mieszkają na terenie stacji, bo młode wymagają stałego nadzoru. Opiekę merytoryczną prowadzą pracownicy Instytutu Nauk Biologicznych Uniwersytetu Zielonogórskiego, w tym dr Ewa Burda, specjalizująca się w opiece nad dzikimi ptakami i ich rehabilitacji. Partnerami programu są Zarząd Okręgowy PZŁ w Gorzowie Wielkopolskim, tamtejsza Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska oraz brandenburska państwowa stacja ochrony ptaków. Kontakt ludzi z pisklętami jest ściśle ograniczony, żeby ptaki zachowały naturalną bojaźliwość wobec człowieka.

Dlaczego drop zniknął z polskich pól?

Drop jest najcięższym latającym ptakiem Europy i przez dziesięciolecia należał do krajobrazu polskich pól. W latach 60. XX w. żyło ich w Polsce ponad 300, w 1975 r. naliczono 125 osobników, a w 1979 r. już tylko nieco ponad 20. Ostatni potwierdzony lęg w naturze odnotowano w 1986 r., a w drugiej połowie lat 80. gatunek zniknął z kraju. Złożyły się na to zmiany w rolnictwie, które pozbawiły dropia otwartych, spokojnych siedlisk, oraz rosnąca presja drapieżników na gniazda zakładane wprost na ziemi.

Co niemieckie liczby mówią o szansach polskiego programu?

Metoda, którą pracuje polska stacja — zabezpieczanie jaj ze środowiska, sztuczny wylęg, odchów i wypuszczanie młodych — jest dokładnie tą, którą Niemcy stosują od trzech dekad, i jej efekt da się policzyć. W 1997 r. w całych Niemczech naliczono 57 dropi i gatunek był tam o krok od wyginięcia. Wiosną 2022 r. liczebność wynosiła 315 ptaków w trzech ostojach w Brandenburgii i Saksonii-Anhalt, czyli ponad pięć razy więcej niż w dołku. Tego zestawienia nie ma w żadnym z polskich komunikatów, a warto je zrobić także po to, by zobaczyć skalę: osiem tegorocznych piskląt z Żółwina odpowiada mniej więcej 2,5 proc. całej niemieckiej populacji. Jeden udany sezon to zatem realny, ale bardzo mały krok — niemiecki wynik jest sumą trzydziestu takich sezonów.

Co dalej z ośmioma ptakami?

Na sierpień 2026 r. zaplanowano przeniesienie młodych do woliery adaptacyjnej i rozpoczęcie stopniowego wypuszczania, czyli tzw. miękkiego uwolnienia. Po oznaczeniu płci samice mają otrzymać nadajniki GPS, dzięki którym będzie można śledzić ich dalsze losy i skuteczność całego przedsięwzięcia. Sama stacja powstała wcześniej: kontenerowy obiekt z inkubatorami, wychowalniami, szklarnią i wolierami adaptacyjnymi kosztował 773 320,50 zł, z czego 315 000 zł pochodziło z dotacji Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Zielonej Górze. W przeliczeniu na tegoroczne osiem ptaków daje to około 96,7 tys. zł na sztukę, ale ten koszt rozkłada się na kolejne sezony — organizatorzy zapowiadają dalsze dostawy materiału hodowlanego z Niemiec.

Czego ten lęg jeszcze nie rozwiązuje?

Osiem ptaków to nie jest populacja. Niemieckie wypuszczenia wzmacniały stado, które mimo wszystko przetrwało; w Polsce dropia w naturze nie ma od blisko czterdziestu lat, więc młode nie mają do kogo dołączyć ani od kogo nauczyć się tras i tokowisk. Monitoring też będzie niepełny — nadajniki zaplanowano dla samic, więc los części kogutów pozostanie nieznany. Nie zniknęły również przyczyny, które gatunek wypchnęły z Polski: intensywne rolnictwo i presja drapieżników na gniazda. Do początku września 2026 r. organizatorzy nie podali publicznie, ile z ośmiu ptaków opuściło już wolierę adaptacyjną — i to jest najbliższa data, po której będzie można ocenić, czy pierwszy od 1986 r. lęg dropia w Polsce przełożył się na coś więcej niż liczba w komunikacie.

Źródła

Ten artykuł opiera się na pięciu niezależnych od siebie źródłach:

  1. Po blisko pół wieku drop powraca do Polski. Pracownicy UZ odpowiedzialni za opiekę merytoryczną (Uniwersytet Zielonogórski, 5 sierpnia 2026) (źródło pierwotne)
  2. Polski struś nie wytrzymał zmian. Teraz następuje prawdziwy przełom (Zielona Interia, program „Czysta Polska”) (źródło niezależne)
  3. Po 40 latach w Polsce znów wykluły się dropie. To dopiero początek (Farmer.pl, 30 lipca 2026) (źródło niezależne)
  4. Program reintrodukcji dropia w Polsce rozpoczęty! (Zarząd Okręgowy PZŁ w Gorzowie Wielkopolskim) (źródło pierwotne)
  5. Großtrappen in Deutschland: Gerettet, aber nicht über dem Berg (RiffReporter, 5 kwietnia 2022) (źródło niezależne)